Header Ads Widget

Ticker

6/recent/ticker-posts

MAC Strobe Cream

Przychodzę do Was dzisiaj z recenzją kremu Strobe z MAC, który cieszy się dobrą opinią wśród kobiet na całym świecie. Jeśli ciekawi Was, co ja mam o nim do powiedzenia, to czytajcie dalej.
Produkt ten można kupić w dwóch pojemnościach - 50 ml i 30 ml, czyli mojej, która jest wersją "travel" zapakowaną w wygodną tubę z zamknięciem na klik. Nie dostajemy tej wersji w pudełku, także nie wiem, jak to będzie z akcją BACK2MAC, jednak wzięłam mniejszą wersję, bo chciałam spróbować, a poza tym cenowo opłaca to się bardziej (50 ml = 24,50£ 30ml = 10£). 
Muszę przyznać, że z początku nie wiedziałam, co to w ogóle jest. Jedni mówią, że jest to krem, który ma odświeżyć, pobudzić, nawilżyć, odstresować i poprawić wygląd ziemistej i zmęczonej skóry, inni, że rozświetlacz, który ma rozświetlić naszą cerę i należy go nakładać podobnie jak prasowane rozświetlacze tylko w miejsca, które chcemy na twarzy wyeksponować. Tym bardziej chciałam sprawdzić sama, co naprawdę w trawie piszczy. 
Konsystencja jest dość dziwna, ale bardzo przyjemna - biała, perlista i delikatna, gołym okiem można zobaczyć w niej perłę. Zapach jest słabo wyczuwalny i do niczego nie jestem go w stanie przyrównać. 
Tutaj powyżej na zdjęciu widzicie krem po roztarciu. 
Otóż to - KREM, bo ja go używam jako krem, stwierdziłam bowiem, że jako rozświetlacz na szczyty kości on jest trochę za słaby, jednak wiem, że niektóre dziewczyny stosują go jako taki kremowy rozświetlacz i są zadowolone. Ja stosuję go jednak jako krem do twarzy podczas porannej pielęgnacji i jak dla mnie w takim wydaniu spisuje się wyśmienicie. Wystarczy odrobinka do pokrycia całej buzi, która po użyciu jest faktycznie rozświetlona, dobrze nawilżona i przyjemna w dotyku. Cera wygląda na odświeżoną. Nie mogę się tutaj przyczepić, że np. nie ma działania przeciwzmarszczkowego, czy innych rzeczy nie robi, ale producent tego nie obiecuje, a ja sama wiedziałam, na co się piszę kupując go, także jeśli chodzi o obietnice producenta to w moim odczuciu są spełnione. Nie zauważyłam wysuszenia skóry, pogorszenia jej stanu, czy innych niepożądanych efektów. Nie poprawiła się też jej kondycja, ale tutaj również nikt tego nie obiecywał. Jest obiecane nawilżenie, rozświetlenie, odświeżenie, redukcja zmęczonej i ziemistej cery, czyli nie mam do czego się przyczepić. 
Skład:
Water, Dimethicone, Butylene Glycol, Cetyl Ricinoleate, Glyceryl Distearate, Trisiloxane, Glyceryl Stearate Se, Cholesterol, Jojoba Seed Oil, Steareth-10 Cetyl Esters, Cetyl Alcohol, Vitis Vinifera Fruite Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Pyrus Malus Fruit Extract, Morus Bombycis Root Extract, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Saccharomyces Lysate Extract, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyalauronate, Panthenol, Ceramide 2, Xanthan Gum, Sucrose, Glycerin, Cyanocobalmin, Caprylyl Glycol, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Hexylene Glycol, Polysorbate 80, Sodium Citrate, Sodium Sulfite, Sodium Metabisulfite, Acrylamide/Sodium Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Linoleic Acid, Isohexadecane, Citric Acid, Fragrance, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Mica, Titanium Dioxide, Red 4

Podsumowując - jeśli szukacie dobrze nawilżającego rozświetlającego kremu, albo bardzo delikatnego kremowego rozświetlacza (chociaż w drugim wydaniu go nie stosowałam, czytałam jednak, że jest świetny) to bardzo polecam Strobe Cream. Wydajność również oceniam wysoko. Używam go od początku maja i wciąż mam 1/3 opakowania (przypominam, że używam tylko rano), także bardzo na plus. Na pewno zaopatrzę się w kolejną tubkę, kiedy ta się skończy, chociaż przyznam szczerze, że ciekawa jestem również lotionu z serii Lightful.
Miałyście z nim do czynienia? Lubicie rozświetloną cerę, czy stawiacie raczej na mat?
Moja ocena: 9/10

Yorum Gönder

0 Yorumlar